"Kiedy miłość się obudzi" Na samym początku bez początku bez początku – Miłość. Po środku naszej drogi bez początku i końca – jeszcze Miłość. Na końcu bez początku ani końca – jeszcze Miłość. Wszyscy mówią o Miłości, lecz Miłość jest niepotrzebna, gdyż Miłość, która jest Esencją naszego Ducha istnieje naprawdę, ale nie jest przejawiona, nie jest aktywna. Dlatego Miłość taka, jaka jest w Esencji Ducha, jest nieużyteczna. Być może właśnie dlatego Miłość przejawia się w zjawiskach. Przejawia się w zjawisku zwanym „człowiekiem” aby być może nauczyć się Miłości, wcielić ją w życie, praktykować ją. Dlaczego powinna ją praktykować? Aby rozwinąć poznanie, potrafić rozpoznać Miłość. Tę Miłość, która nie stawia warunków, tę Miłość, która nie tyle polega na „dawaniu”, co na „poznaniu”, „rozpoznaniu”, „ucieleśnieniu”.
Na początku, gdy pojawia się człowiek, jest w nim Miłość. Lecz, jako że ta Miłość nie jest poznaniem, nie możemy tak naprawdę nazwać jej Miłością. Moglibyśmy tak naprawdę nazwać ją dobrocią, ziemią dobroci lub Nieskończoną Dobrocią, Ziemią Miłości. Możemy więc powiedzieć, że Miłość jest zaniedbanym ugorem. Więc Esencją, Esencją Ducha, podstawą każdego pojawiającego się człowieka, każdej istoty jest naturalna Dobroć. Niezależnie od tego, jaki jest to człowiek, jakie zwierzę, jaka roślina czy kamień. Esencja ich istnienia, ich materii ma za podstawę Dobroć. Więc ze swej natury, od początku wszystkie istoty są dobre. Człowiek, tak jak wszystkie czujące istoty, jednak człowiek szczególnie – obdarzony jest sześcioma zmysłami, sześcioma głównymi świadomościami. Te świadomości również posiadają pamięć. Nazwiemy ją pamięcią Amala. Jest to pamięć gromadząca wszystko, co się w nas odzwierciedliło: czy to poprzez zmysł smaku, dźwięku, dotyku, wzroku, węchu; a także świadomość myśląca, która analizuje, porządkuje. Wszystko to zgromadzone jest w pamięci Amala, zanim przeleje się do bardziej globalnej, nieskończonej świadomości, do pamięci Wszechświata, do pamięci świata. Ta świadomość nosi nazwę Alaya – czysta, pierwotna, nieskończona świadomość.Tak wiec oto nieprzejawiona Miłość ma się przejawić. Aby to się stało ta miłość potrzebuje formy, na przykład ludzkiej formy, aby poznać, zrozumieć, uczyć się, dla Mądrości. Bowiem Miłość bez Mądrości prowadzi donikąd. To Miłość działająca w sposób, który czasami może iść w kierunku przeciwnym Miłości, gdyż jeśli miłość nie jest dopasowana do przedmiotu, jeśli miłość nie jest dopasowana do czasu i przestrzeni, może wtedy stać się swoim przeciwieństwem lub pozostać jałową. Dlatego konieczna jest Mądrość. Dlatego też święci, mistrzowie, ludzie, patriarchowie studiowali prawo, studiowali funkcjonowanie ciała i ducha. Chcieli dowiedzieć się, co stanowi przeszkodę w rozwoju Miłości, a dokładniej Miłości – Poznania. Człowiek, który nie praktykował duchowości, który nie zastanawiał się nad samym sobą, nad prawami kierującymi światem, istotami, który nie obserwował swoich przeszkód, nie ma miłości. Posiada oczywiście wrodzoną Dobroć, która jednak przejawia się tylko w niektórych sytuacjach. W innych okolicznościach ta dobroć może zostać skryta przez zachłanność, gniew, zazdrość, pragnienie władzy, próżność. Wtedy ta dobroć zostaje zduszona i zastąpiona przez negatywne cechy, przez cechy, które szkodzą nam i innym. To my z naszą dobrocią, lecz w dalszym ciągu postrzegamy świat poprzez świadomości, gromadzimy te informacje w pamięci, która się organizuje, buduje, syntetyzuje, kieruje. I waśnie dlatego, że pamięć sama sobą kieruje, człowiek odnosi wrażenie, że jest jakąś myślącą tożsamością. Tożsamością całkowitą, nieporuszoną. Nie rozpoznaje wielkiej świadomości Alaya, gdyż zna tylko swoją najbliższą pamięć zewnętrzną, pamięć Amala. Jednak w takiej chwili człowiek pozbawiony jest Wielkiej Mądrości Alaya, która zawiera całą mądrość świata, która zawiera doświadczenia świata, która zawiera zasady i zasadę świata, wszystkie prawa od początku bez początku. Taki człowiek jest więc odcięty od tej pamięci, od tej głębokiej niezbadanej mądrości. Jego jedyną mądrością jest więc mądrość czysto ludzka, ograniczona w czasie i przestrzeni, gdyż świadomość Amala jest prowizoryczna, równie prowizoryczna jak ciało, równie prowizoryczna jak materia.Jeśli przez całe życie byliśmy dobrzy, świadomość Amala stworzy coś, co przyciągać będzie dobro. Jeśli byliśmy bardzo egoistyczni stworzy ona istotę cierpiącą, egoistyczną lub też stawiać będzie jej naprzeciw istoty egoistyczne, będzie przyciągać egoistów. Jaka więź istnieje pomiędzy świadomością Amala - moją świadomością powierzchowną a głęboką świadomością Alaya? Co należy uczynić by bezpośrednio czerpać mądrość z wielkiego skarbca, nie zależąc od świadomości Amala, nie utożsamiając się z nią, nie będąc jej więźniem? Gdyż jak mówiłem świadomość Amala jest prowizoryczna, egocentryczna, utożsamia się z jakąś nieistniejącą osobą i wszystkie pochodzące z niej czyny są czynami dla tego ego, aby chronić tego człowieka, tę osobę w zależności od innych. Człowiek jest głęboko egoistyczny dopóki nie ma dostępu do świadomość Alaya, nieskończonej mądrości, dopóki nie oświetlił Miłości. Co wiec łączy nas ze świadomością Alaya? Myśl nie może dosięgnąć świadomości Alaya, gdyż ta znajduje się w wielkiej nieświadomości. To co jest świadome nie może bezpośrednio mieć do czynienia z nieświadomym. Oto cały problem ludzkości, człowieka. Budda zadawał sobie pytanie. Wielu świętych się nad tym zastanawiało. Ci wszyscy wędrujący mnisi, pustelnicy, mistrzowie. Wszyscy obserwowali zewnętrzną naturę i wewnętrzną naturę ducha i usiłowali przeniknąć tajemnicę: jak wydostać się z piekielnego kręgu, w którym nasz egocentryzm krąży bez końca i powtarza swoje czyny, powtarza swoje skłonności, przyzwyczajenia i na skutek tego uwięzienia, tego obracania się wkoło cierpi, gdyż nie widzi żadnego wyjścia, nie może odetchnąć wolnością. Człowiek cierpi, gdyż nie wie skąd pochodzi. Nie wiedząc skąd pochodzi szuka swego szczęścia gdzie indziej niż u swego źródła. Szuka go w materii, w sztuce, szuka go wszędzie na zewnątrz. Próbuje wypełnić swoje poczucie braku, swoją frustrację. Usiłuje zapełnić swą ignorancję, ucząc się wszelkiego rodzaju rzeczy zewnętrznych, lecz w dalszym ciągu nie ma dostępu do świadomości Alaya ani do wrodzonej mądrości, do mądrości wszechświata. Istnieje pewien most łączący to, co świadome z tym, co nieświadome, który łączy zwykłą myśl z myślą nieskończoną, którą nazywamy nie-myśleniem. „Nie-myślenie” jako przeciwieństwo zwykłego, egoistycznego i powierzchownego myślenia. Jednak myśl nieskończona jest naprawdę myślącą myślą, myślącą z niesamowitą szybkością, gdzie 10 000 zjawisk zostaje dostrzeżone w jednym. Gdy w jednym zjawisku dostrzegamy 10 000 zjawisk wokół jest taki most. Tym mostem jest światło uwagi, świadomej uwagi zdolnej oświetlić to, co w głębi nas jest ciemne, to, czego nie możemy dostrzec, głębie oddzielające nas od nieskończonej świadomości. To właśnie w tym momencie swoją rolę odgrywa pozycja medytacyjna. Jako że świadomość Alaya zamieszkuje głębię mego ciała, jako że świadomość Amala jest w tym ciele, to w tym ciele powinienem znaleźć odpowiedź, to w nim powinienem urzeczywistnić Miłość, która tryska we mnie od samego początku. Lecz tak jak w każdej praktyce i ta praktyka ma swój początek. Trzeba od czegoś zacząć.
Tak więc ponieważ mamy obserwować to ciało, powinniśmy najpierw je posadzić, usadzić je w pozycji najbardziej jak to możliwe idealnej, najbardziej dostosowanej do tego by być dyspozycyjnym dla świadomości Alaya, takiej, która pozwoliłaby nam się wsłuchać w głębię nas samych. Będziemy musieli więc czuwać, być uważnym, być absolutnie czujnym, aby zobaczyć, co dzieje się w głębi tego ciała. Dlatego właśnie pojawiła się ta pozycja. Pozycja pionowa, aby połączyć nas z niebem i ziemią, byśmy zachowali pewną równowagę; która jest też pozycją materii, jako że samo ciało jest materią. Jeśli przyjrzymy się naturze i zastanowimy się jaka materia jest najbardziej stabilna, szlachetna, majestatyczna, która zdaje się przenikać niebo i ziemię – będzie to góra. W Japonii góra Fudżi jest czczona i szanowana. Uważa się ją za święta pozycję. Jest to święta materia, święta szlachetność. Budda usiadł w pozycji przypominającej górę. Siedząc w doskonałej równowadze, jak góra, jestem stabilny, jestem prosty. Gdy ciało jest proste, duch też jest prosty. Jeśli duch jest połamany, ciało będzie zgarbione. Na razie chodzi o to, by być prostym, całkowicie wsłuchując się w całe ciało. I w tej chwili powinniśmy wzbudzić ducha obudzenia. Jak wzbudzić ducha obudzenia? Najpierw trzeba będzie dopasować ducha do tego ciała, czyli zapełnić ciało duchem. Jak wypełnić ciało duchem? Bierze się to z oddechu. Przyjąć tchnienie (wziąć oddech), pierwotne tchnienie, pierwotną energię. Wziąć głęboki wdech i zrobić głęboki wydech. Następnie skierować duchem swoją uwagę na oddech, który przychodzi i odchodzi. Aż do chwili, gdy duch stanie się tchnieniem, aż duch stanie się wdechem i wydechem. Jedynie w takim momencie możemy wejść w wielką wewnętrzną ciszę, gdyż podczas gdy jesteśmy uważni na wdech i wydech jest oczywistym, że nie będziemy podążać za myślami, nie będziemy snuć projekcji, umysł będzie tylko wdechem i tylko wydechem. Jest to cisza wytworów umysłowych, cisza wszystkich dążeń, celów które chcemy osiągnąć, to cisza wszelkich ucieczek. Podobnie do oceanu, podobnie do fal – tchnienie, co przychodzi i odchodzi.Na pewno z początku wydech będzie krótki, co nie ma znaczenia, gdyż jeśli naszą myślą nie będziemy tworzyć przeszkód, jeśli wkładamy nasz umysł w oddech, ciało rozluźnia się i już następny wydech będzie dłuższy i im bardziej będziemy na niego czujni, tym dłuższe będą następne wydechy. Ciało lubi oddychać całą swoją istotą, całym tchnieniem. Gdy stajemy się oddechem, świadomość Amala, nie powodując więcej myśli, odpoczywa. A kiedy Amala odpoczywa zaczyna działać nieskończona świadomość Alaya. Wkrótce zauważymy, że ciało coraz bardziej się uspokaja, stabilizuje. Zauważymy jak nastaje w nas wielka jasność, pewnego rodzaju jasność, pewnego rodzaju przestrzeń, pewnego rodzaju nieskończoność, coś, co nie ma granic, co nie ma świadomości, którą znamy zazwyczaj. Jest to więc pozycja, w której nie ma lęku, strachu, stresu, żadnej chciwości, żadnych projekcji. To po prostu oddycha dla oddychania. To jest światłem dla światła. W ten sposób stajemy się otwarci na to, co od zawsze tutaj było, przenikamy Esencję Ducha. A wszystko to dzieje się po prostu dla poznania. Rozpoznać Esencję tego, czym jestem dla poznania. Nie jest to jednak jeszcze poznaniem Miłości. To po prostu wejście w wewnętrzną Dobroć. Możemy zresztą zauważyć, że w tej pozycji spojrzenie jest lekko wilgotne, ciepłe. Gdy wstajemy z tej pozycji widzimy, że coś się zmieniło. Patrzymy na drzewa, istoty, przedmioty z większą uwagą, większą jasnością, większą dobrocią. Jednak jeszcze nie wzbudziliśmy Ducha miłości, bo Miłość ciągle jeszcze nie została przejawiona. Wchodzimy w Miłość, jesteśmy Nią, lecz to nie jest jeszcze przejaw, gdyż brakuje poznania. Aby osiągnąć poznanie należy studiować Dharmę. Czym jest Dharma?Dharma to wszystkie zjawiska zewnętrzne i wewnętrzne. Poznanie Dharmy to na przykład poznanie własnego gniewu, unikanie tworzenia gniewu lub, gdy się już przejawia, obserwowanie go i transformowanie w coś korzystnego, a nie destrukcyjnego. Wszystko to pomoże nam nauczyć się transformowania. Przemieniania wszystkich złych cech w dobre, patrzenia na złe cechy innych bez osądzania, bez skazywania. A w chwili gdy pojawia się osąd, gniew, jeśli są widziane, przemienianie – oto pojawia się miłość. Miłość przejawiająca się przez poznanie, mądrość. Więc bardzo ważne jest, aby Miłość była Mądrością. Aby Mądrość niosła Miłość. Miłość nie jest ludzkim wytworem. Miłość istnieje u początku. To, co moglibyśmy nazwać ludzkim wytworem, to praktyka, służąca przemianie złych cech w dobre; która z niecierpliwości czyni cierpliwość; która z gniewu i nienawiści czyni dobroć; która z ciasnego egoizmu czyni szczodrość; która z ciemności czyni światłość; która z martwego czyni żyjącego. To jest Mądrość – Mądrość–Poznanie. W tradycji zen istnieje praktyka zazen. Wiele o niej mówiłem, lecz dzisiaj chcę bardziej zagłębić się w szczegóły.„Za” to siedzenie, o którym już mówiłem. „Zen” to odpowiednik „Tao”, czyli Całość, Wszechświat. Siadamy w tym Wszechświecie. Jednak nie jest to jeszcze prawdziwą praktyką – urzeczywistnieniem Obudzenia, Doskonałego Obudzenia, które polega na osiągnięciu poznania tego, co jest. Teraz więc będziemy mówić o SHI KAN TAZA. Jest to trudny do przetłumaczenia ideogram, lecz tutaj spróbuję nadać mu sens. Jako pierwsze jest pojęcie „Shi”, oznaczające Ducha, Umysł. „Kan” oznacza Lustro, „Ta” pochodzi od Tao – Wszechświat, „Za” – stabilność, siedzieć, być stabilnym, prawdopodobnie pionowym. O co tutaj chodzi?Otóż, gdy podczas praktyki tej pozycji zapominamy samych siebie, zwracamy swoją uwagę, swoje światło na To, co jest, w tej chwili Esencja Ducha odbija samą siebie, widzi, patrzy na siebie. Bóg patrzy na Boga. Duch „Shikan”. Duch – Lustro, Tao Wszechświata odbija się w swej czystości.Kiedy tak praktykujemy tzn. kiedy praktykujemy bez celu, nie dodając niczego ludzkiego do tej medytacji, Esencja Wszechświata widzi siebie. Gdy w codziennym życiu patrzymy na swoje czyny, na zjawiska, gdy zaczynamy zmieniać negatywne cechy w dobre, Esencja Ducha widzi je, uczy się, poznaje. To bardzo ważne – poznać. Nie jestem niczym wielkim, jestem tym, który odbija zjawiska i powinienem być tym, który ich nie powstrzymuje, który się nie przywiązuje, dla Realnej Rzeczy. Nie jestem niczym wielkim. Jestem niczym, lecz jednocześnie jestem całkowicie przejawem Esencji Ducha. To ciało pojawiło się poprzez Esencję Ducha i Esencja Ducha mnie zamieszkuje. Jestem zarazem niczym i Esencją Ducha. Jestem zarazem nietrwałym człowiekiem i Wszechświatem, Esencją Każdej Rzeczy. Gdy jesteśmy Esencją Każdej Rzeczy, gdy głęboko jesteśmy Miłością, wtedy nie ma próżności, nie ma pychy, tych wszystkich negatywnych cech, gdyż jestem jedynie przechodniem, tchnieniem.Jest więc jednocześnie cześć dla Esencji każdej rzeczy i niezmienny szacunek dla wszystkich zjawisk, gdyż wszystkie zjawiska tak jak ja są obdarzone Esencją. Wszystkie zjawiska niosą w sobie Dobroć i Miłość. Wszystkie zjawiska: od najmniejszego do największego; od malutkiego kamyczka, ziarenka piasku, ameby aż do najwspanialszych istot, najpiękniejszej góry, najdalszej gwiazdy, najodleglejszych zakątków nieskończonego Wszechświata. To wszystko jest Esencją Ducha. Gdy praktykujemy regularnie, człowiek wkracza w Boga, w Esencję Ducha, w komunię i zaczyna patrzeć poprzez Esencję ducha. I jedynie Esencja może rozpoznać Esencję we wszystkich zewnętrznych zjawiskach. Jedynie Budda rozpoznaje Buddę, jedynie Bóg rozpoznaje Boga. Kiedy więc patrzę na drugą osobę, na drugiego człowieka nie powinienem widzieć jedynie jego zewnętrznej strony, poprzez mą świadomość Amala – powierzchowną, która potrafi jedynie osądzać, skazywać, wybierać, odrzucać, klasyfikować, chwytać, posiadać, kalkulować. Jest to spojrzenie, które widzi w człowieku Esencję Ducha. I to wszystko zmienia, gdyż Esencja Ducha jest Miłością. A Miłość z Mądrością pozwalającą na przemianę złych cech w dobre, czyli Poznanie, wie w takiej chwili czego potrzebuje drugi. Rozumie jego cierpienie, trudności, ignorancję, ma nawet możliwość, by pomóc mu się obudzić na jego prawdziwą naturę, na Esencję jego ducha, pomóc mu uratować się. Ale to wszystko jest pracą. Miłość jest pracą. W każdej chwili, każdego dnia, w każdej sekundzie obserwujemy zjawiska naszej świadomości, przeszkadzające emocje. Każdego dnia powinniśmy być czujni, uważni. Być tutaj, gdy tylko te emocje się pojawiają. Być obecnym w tych emocjach, nie iść za nimi, nie żywić ich, nie powiększać. Przeciwnie: pozwolić, by się uspokoiły. A gdy przeszkadzająca emocja uspokaja się, Dobroć już tutaj jest, jasność już tutaj jest, pierwotne działanie jest tutaj razem z Miłością. Ostatecznie to Miłość ratuje. To ona uratuje mnie z ignorancji. Im więcej rozwiniemy dobrych cech, tym więcej Miłości stworzymy i ta Miłość nas uratuje, ratując innych. Zanim dojdziemy do Miłości, jest przyjaźń. To właśnie poprzez przyjaźń możemy dostąpić miłości, poprzez wysiłek, dobrą wolę, dobre cechy. Przez to wszystko Miłość rozkwitnie. Gdy dzięki naszej pracy rozkwita Miłość, wtedy ucieleśniamy Miłość, jesteśmy tą Miłością. I wszystkie istoty to rozpoznają. Nie tylko ludzie, lecz także zwierzęta, drzewa, materia, niebo, ziemia, gwiazdy. To wszystko rozgrywa się w sercu jednej i tej samej świadomości jednej i tej samej Esencji. Esencja Wszechświata na zewnątrz nie jest różna od tej, która jest w moim własnym ciele-duchu. Rozumiemy więc, że Esencja Wszechświata, czy nieskończony Budda, Bóg, potrzebuje tego ciała, potrzebuje materii dla poznania. Aby z Poznania- Dobroci uczynić Miłość, nieograniczoną Miłość, bezwarunkową, Miłość, która ma w sobie Mądrość. Zdolną dopasować się do czaso-przestrzeni, do okoliczności, miłość, która nie będzie obok prawdy, rzeczywistości. Miłość, która nie przyjdzie nigdy za późno ani za wcześnie. Miłość, która idealnie dopasowuje się do okoliczność, tak jak pokrywka i pudełko. Miłość nie będąca ani w czasie ani w przestrzeni, która pojawia się w niewłaściwej chwili to miłość jałowa, można powiedzieć głupia, całkowicie nieskuteczna. Tak bardzo nieskuteczna, że może uczynić nawet więcej złego, niż dobrego. Aby Miłość była tutaj, jest Mądrość. Dlatego być może obserwowanie i zmienianie swych negatywnych aspektów jeszcze nie wystarczy. Być może powinniśmy iść za jakimś Mistrzem, który udzieli nam dobrej edukacji, zwróci naszą uwagę na to, czego nie widzimy. Być może powinniśmy również studiować dawne teksty, nie tylko studiować, ale też stosować w codziennym życiu, wszędzie. Być może również czasami czujemy się bezsilni i powinniśmy wzywać Miłość, Esencję Ducha. Być może trzeba wzywać Boga, wzywać Buddę, wzbudzić Ducha Miłości, wzbudzić Ducha Obudzenia, prowokować go.
Powinniśmy więc jednocześnie wzbudzać Miłość i Mądrość. Musimy również strzec i zachować naszą zawsze obecną Dobroć. Pielęgnować Dobroć, pielęgnować uwagę, czujność. Czuwać, Chronić, Pielęgnować – to najważniejsza rzecz. Wziąć w swe ramiona, w swoje nieskończone ramiona. Gdy siadamy w tej górze, w tchnieniu, w pranie, w pneumie, która przychodzi do nas z zewnątrz, która również jest nieskończoną dobrocią pełną energii, zdolną by dać nam życie, gdyż bez oddechu nie ma życia. Stając się jednym z tym tchnieniem wejdziemy w relację z Esencją Ducha w całkowitej bezinteresowności. Wchodzimy w Ducha i dla Ducha. I wtedy nie przywołujcie niczego, nikogo nie wzywajcie, bo to jest jeszcze ludzkie, to znaczy że jeszcze czegoś chcemy, że w dalszym ciągu chcemy istnieć poprzez świadomość Amala, poprzez ten egoizm. Ofiarujcie siebie Esencji Ducha. Opuście siebie w Ojcu Wiecznym, w Tym Który Zawsze Tutaj Był, zanim pojawiła się świadomość Amala, przed formą. Dlaczego? Aby spocząć obok niego i aby się oddać, by być nim, czuć z nim kontakt. Rozpoznać, że On to Ja. By rozpoznać, że prawdziwą Esencją tego, czym jestem ja – człowiek – jest Esencja Ducha. Tylko dlatego!Za każdym razem, gdy będziecie mieli jakiś cel, jakąś myśl, pragnienie, znów się zaciemnicie. Znów staniecie się świadomi, a przecież świadome nie może dosięgnąć nieświadomego. Trzeba iść tam bez myśli. Tym mostem jest więc oddech. Mostem między świadomym i nieświadomym. Nikt nie jest świadomy swego wnętrza, gdyż naszą świadomość projektujemy na zewnątrz, na świat zjawisk. To jest pozycja, którą niesłusznie nazywamy medytacją, gdyż nie ma niczego nad czym mielibyśmy medytować – nazwiemy ją wiec „bezinteresowną pozycją”, „bezinteresowną bezinteresownością”. Najwyższą bezinteresownością jest ofiarowanie samego siebie, ofiarowanie tego ciała – ducha Esencji każdej rzeczy. Bez reszty. Bez śladów. A nade wszystko nie pozostawiając żadnego ludzkiego śladu, który szedłby do tej Esencji , gdyż każdy ślad człowieka ma skłonność by łapać, chwytać, posiadać a każdym razie znów zaciemniać możliwość światła: wiecznego, jasnego, kochającego.Wzywanie, inwokacje powinny mieć miejsce poza pozycją. To bardzo dobre ćwiczenie dla naszego egoizmu: wzywanie, wzywanie boskości. Uświadamiamy sobie istnienie czegoś większego od nas samych, bardziej wiecznego niż nasze ego. Tak wielkiego, że to co do tej pory wydawało się ważne staje się małym wobec Wielkiego, stajemy się pokorniejsi, mniej próżni. Wzywanie nie jest złe, zresztą po to istnieją modlitwy, ceremonie, litanie. Po to też są pokłony – by pozostawić swe ego na podłodze, rzucić go na ziemię przed Nieskończonym. Dlatego istnieją połączone z oddechem modlitwy, sutry – tworzenie dźwięku, wywołanie pierwotnego dźwięku poprzez oddech. To bardzo ważne. Wtedy działa świadomość Alaya, którą nazwę Królem Który Jest Ponad, gdyż to nietrwałe ciało, człowiek którym jestem, to poddany Króla Który Jest Ponad. Jestem poddanym i jak każdy poddany powinienem służyć Esencji każdej rzeczy. Czego potrzebuje Esencja każdej rzeczy? Czego potrzebuje Miłość? Miłość potrzebuje Poznania. Jednak służenie nie jest czekaniem. Służenie to działanie, to bycie czujnym, gotowym na wszystko, to budowanie, wzmacnianie, łączenie.Król Który Jest Ponad towarzyszy mi na każdym kroku.Jest moim przewoźnikiem i niczego mi nie brakuje.Jest opoką mojego życia, przed czym miałbym drżeć?Jedyna rzecz, która jest warta zachodu to zamieszkanie w domu Króla Który Jest Ponad. To nasza pozycja.Zamieszkiwanie w świątyni, w świątyni ducha, w tym ciele.Smakowanie każdego tchnienia, jak smakuje się najdelikatniejszą z potraw.Smakowanie jego łagodności, która pozwala mi żyć, nie popadając w piekło ciemnych uczynków. Wznosi mnie na skały bym nie był zagubiony i niepewny.Ty który strzegłeś mnie przed wypadkami i niebezpiecznymi spotkaniami.Który dzięki współczuciu i cierpliwości umiałeś czekać w najmniejszym zaułku ulic mego miasta, aż skończę ze swymi troskami, pragnieniami i ludzkimi doświadczeniami.Ty dzięki któremu mogło opaść kilka zasłon, odkrywając bezkresne równiny prawa, które przyniosły mi ulgę w jarzmie mej ignorancji.W kim mógłbym dziś złożyć mą wiarę, jeśli nie w Twoim nowym tchnieniu, zawsze ożywczym, którego źródło jest tak odległe?W godzinie moich lęków, nawet gdy Twoje tchnienie było nierówne i opuszczone lśniłeś w jasności niewzruszonego Ducha.Bez myślenia myślisz we mnie. Be słów wyrażasz się w ciszy. Człowiek wierzy tylko w to, co widzi. Lecz o tym, co Ty widzisz człowiek nie wie. Ten, który nie potrafi Cię przyjąć pozostanie głuchy i ślepy. Ten, który potrafi przyjmować, ujrzy to, co Ty widzisz od zawsze.Liczne są troski, które towarzyszą człowiekowi, lecz jedno jedyne tchnienie może wymazać 10000 grzechów, które niepodzielnie królują od czasów bez początku. Jak to jest możliwe?Jest tak, gdyż w jednym jedynym tchnieniu prowadzisz nas tam, gdzie nie ma ani czasu ani przestrzeni.Z mojej siedziby patrzysz na wszystkich mieszkańców Ziemi i nic nie umyka Twemu świetlistemu spojrzeniu.O Królu Który Jesteś Ponad - jak człowiek mógł tak bardzo zbłądzić, by być tak ograniczonym i zwodzonym przez egoistyczne spojrzenie!O Królu Który Jesteś Ponad, Twoje spojrzenie spoczywa na tych, którzy się Ciebie lękają, a przecież są to ci sami, którzy z nadzieją wypatrują Twego światła i miłości, byś uchronił ich od śmierci i biedy.Błędem wielu uczniów jest praktykowanie aby Cię używać i rozwiązać swoje problemy, ale to przecież nie w ten sposób połączą się z Twoim światłem. Oby starczyło im czasu, by Cię rozpoznać i przyjąć. Umieć przyjąć Cię poprzez oddech to umieć pozwolenie, by dopełniło się to, co ma się dopełnić, a nie zmuszanie Cię, byś polubił nasze głupstwa, z nadzieją na Twoje wieczne przebaczenie. Wszyscy mistrzowie przekazu mówili, że trzeba strzec się zła. Wystrzegać się zła i czynić dobro. Poszukiwać pokoju i iść za nim. Czy nie byłoby bardziej słusznym opuścić się w Tobie natychmiast, byś mógł spełnić to, czego bezsilny człowiek nie potrafi uczynić? Nie bądź daleki ode mnie. Obudź się. Podnieś się i idź we mnie. Jakże ja sam mógłbym się obudzić?! Ja – istniejący tylko przez Ciebie. Nie mogę się w Tobie obudzić, gdyż ja nie istnieję, lecz Ty możesz się we mnie obudzić, bo masz taką moc. Gdy zakończą się wszystkie cele i osobiste korzyści i gdy bez celu będę na Ciebie czekał u drzwi mojej fortecy, obudzisz się jednoczesnym obudzeniem wszystkich istot. Bez Ciebie świat jest zły i przerażający. Bez Ciebie choroba jest lękiem, starość jest lękiem, a śmierć jest końcem niepotrzebnego życia. Bez Ciebie moje stopy nie wiedzą gdzie położyć swój ciężar, moje dłonie nie potrafią pobłogosławić posiłku, a moje oczy widzą tylko to, co każe im widzieć brzydota ducha. Bez Ciebie to ciało żywi się tylko ekskrementami. Moje uczynki są daremne, a myśli potrafią myśleć tylko dla siebie. Bez Ciebie moi przyjaciele są wrogami, a wrogowie nimi pozostają. „Byłem młody, później się zestarzałem.” Oto co myślą moje świadomości. Ale poprzez nie-zrodzone ukazujesz mi wieczność. Budzisz się, bym oświecony mógł widzieć to, co nie jest tym wszystkim. Budzisz się bym mógł usłyszeć Twoją obecność w bezmiarze śpiewu natury. Lecz po to też, bym usłyszał Twe prawo. Mogę słyszeć go wzrokiem i widzieć dłońmi, ale ponad wszystkim, gdy budzisz się w pozycji Buddy, koisz ból i wątpliwości i za każdym razem potwierdzasz mnie swoją obecnością. Wierzę w Ciebie – zawsze i wszędzie. Gdybym stracił wiarę, przebudź się we mnie! Wstrząśnij mną! Tak jak łania szuka wartkiej wody, tak to ciało–duch lgnie do Ciebie. Dlatego zazen – ten święty tron – zawsze będzie Ci gościnnym, byś przyszedł do mnie i mnie obudził.Oto słowa Patriarchów nabierają sensu, twierdząc że zazen nie ma końca, że satori nie ma końca. Satori – oświecenie jest chwilą Twego przebudzenia. Jak wiele razy ukazałeś się jako wiosenny kwiat, jako dźwięk rzeki, jako jasność niebieskiego sklepienia. Jak wiele razy stanąłeś na mej drodze, a ja Cię nie rozpoznałem. Dlaczego człowiek szuka tak daleko tego, co jest tak blisko? Dlaczego czyni tak wielkie wysiłki idąc do tego, co zawsze ku niemu zmierza? To kompletny absurd! Człowiek jest absurdalny.Jesteś naszym schronieniem, naszą siłą – zawsze gotową pomóc w strachu. Samo wezwanie Twego imienia może nas uratować. Jedynie wezwanie Twego imienia może nas uratować. Jedynie wezwanie imienia może nas uratować.Nawet gdyby ziemia zmieniła swój bieg, oby góry wzniesione w sercu przetrwały. Twoje imię wystarczy, by w mgnieniu oka rozbić w pył sen ignorantów i głupców. Ludzie boją się modlić, boją się wzywać Ciebie, wstydzą się modlitwy. Myślą, że to przesądy. Lecz człowiek nie wie, że jest tylko cieniem Twej prawdziwej obecności, że jest tylko dzieckiem zabłąkanym w ciemnej nocy ignorancji. Człowiek nie wie o tym. Jedynie ten, kto odkryje bezsilność człowieka znajdzie schronienie w wiecznej Esencji.Dopóki człowiek będzie utożsamiał się z własnym wyobrażeniem, dopóki będzie wierzył w inteligencję i zdolności, bez końca będzie transmigrował w labiryncie własnych świadomości. I będzie cierpiał.Człowiek jest jak tchnienie, jego dni to przemijające cienie. Jak mogę Cię rozpoznawać? Nie muszę Cię rozpoznawać, nie potrzebuję wiedzieć, że działasz, myślisz i mówisz przeze mnie, bo poza wszystkim tylko Ty istniejesz. Lecz jeśli jedynie Ty istniejesz w jednej całości, ja istnieję w tobie i z Tobą i z wszystkimi w Tobie
|
|